Czy prezydent to funkcjonariusz publiczny? A może ktoś więcej?

Za wczorajsze walnięcie tortem w sędziego, postawione będą słuszne zarzuty. Sprawca tortowej masakry odpowie za znieważenie funkcjonariusza publicznego, jakim niewątpliwie jest niezawisły sędzia. Za przewinę tego typu grozi grzywna, lub roczne wakacje w ciupie. A prezydent? Jest kimś więcej niż funkcjonariusz publiczny, czy nie? Na tak postawione pytanie zareagowało Rządowe Centrum Legislacji, próbą nowelizacji. Która podoba się Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, a kręcą na nią noskiem w Kancelarii Prezydenta.

Ludzie uwielbiają znieważać, a już zwłaszcza prezydentów. I to nie tylko w Polsce. W zeszłym tygodniu portale prawne zelektryzowała wiadomość z Portugalii, gdzie Prokuratura Generalna bada, czy słowo „pajac” obraża głowę państwa, a jeśli tak, to w jakim zakresie. Użył go w stosunku do prezydenta dziennikarz i pisarz Miguel Sousa Tavares, w dzienniku gospodarczym „Jornal de Negocios”. Za czyn grozi mu do trzech lat więzienia, lub grzywna. Na początku roku egipski satyryk telewizyjny Bessem Jussef w jednym z programów zażartował z prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego i został oskarżony o podważanie autorytetu głowy państwa. Śledztwo trwa. 14 marca tego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie Eon p. Francji (skarga nr 26118/10). Trybunał stwierdził naruszenie art. 10 Europejskiej Karty Praw Człowieka w związku ze skazaniem na grzywnę z warunkowym zawieszeniem jej wykonania, za trzymanie plakatu skierowanego do Prezydenta Francji z hasłem: „Spadaj, Ty żałosny dupku” („Casse toi pov’con”), które miało go znieważyć.


W polskim kodeksie karnym też mamy przepis dotyczący znieważania, który nie jest martwy. Raz na jakiś czas przez media przetaczają się głośne procesy związane z jego naruszeniem. I to niemal od początku polskiej demokracji. W 1992 r., Stanisław P. - dozorca z Pińczowa nasączony alkoholem jak Dolny Śląsk deszczówką, został zatrzymany przez policję i puściły mu nerwy. Nawrzucał ówczesnemu prezydentowi, Lechowi Wałęsie. Sądzono go w oparciu o art. 270 §1 obowiązującego wówczas kodeksu karnego z 1969 r. („Kto publicznie lży, wyszydza lub poniża Naród Polski, Polskę Rzeczpospolitą Ludową, jej ustrój lub naczelne organy, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8). Za nawrzucanie Wałęsie, pińczowski Sąd Rejonowy wymierzył Stanisławowi P. karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Wyrok ten można nazwać precedensowym, bo do wymienionego przepisu nie sięgano mniej więcej od amnestii z 1986 r., na podstawie której areszty i zakłady karne opuścili więźniowie polityczni. Wydarzenia tego typu traktowano co najwyżej jako wykroczenia i skazywano na kary grzywny, lub krótkie odsiadki w zawieszeniu.

Andrzej Lepper nazwał prezydenta Kwaśniewskiego „nierobem”, za co dostał rok i cztery miesiące bezwzględnego więzienia, które sąd apelacyjny zamienił mu na grzywnę. Dwa lata temu w Bielsku-Białej na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata skazano 27-letniego Marka Witoszka z Cieszyna, który w 2007 roku skojarzył w wyszukiwarce imię Lecha Kaczyńskiego ze słowem „kutas,” tak, że po wpisaniu słowa, jako pierwsza pozycja w wyszukiwarce wyskakiwała oficjalna strona prezydenta RP. W sądzie Witoszek powiedział, że nie była to manifestacja jego poglądów, zrobił to z głupoty. Proces trwał długo, bo sąd oczekiwał na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które dotyczyło podobnej sprawy. Pytanie prawne wystosował Sąd Okręgowy w Gdańsku, wątpliwości wynikły przy rozpatrywaniu zażalenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego na umorzenie śledztwa w sprawie znieważenia go przez Lecha Wałęsę, który powiedział, że „durnia mamy za prezydenta”. Trybunał Konstytucyjny uznał wtedy, że przepis jest zgodny z ustawą zasadniczą. Głośnym echem odbiła się sprawa Huberta K., który po pijaku spotkał się z policjantami i żeby sobie ulżyć, powiedział, co wiedział, na temat prezydenta Kaczyńskiego. W niezbyt ładnych słowach.

Proces, pilnie obserwowany przez media, został umorzony ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Lecha Kaczyńskiego obraził też lokalny dziennikarz z Radomia, który w publikacjach z 2009 roku używał w stosunku do niego słów „idiota” i „palant”, co sędzia uznał za znieważenie, wymierzając dziennikarzowi karę grzywny w wysokości 1,5 tys. zł za i zakaz wydawania czasopisma w którym publikował, bez rejestracji. Dzięki tym wyrokom wiadomo już, że „idiota” znieważa, za to „kurdupel” – nie. Tak stwierdził biegły językoznawca powołany przez lubelską prokuraturę dla zbadania, czy Janusz Palikot – pisząc na swoim blogu o niskim wzroście Kaczyńskiego, w nazewnictwie nie posunął się aby za daleko. Okazało się, że za nazwanie głowy państwa „kurduplem” nie trafia się za kraty. Nowsza, choć tak samo głośna sprawa - w styczniu tego roku Sąd Apelacyjny w Łodzi umorzył sprawę znieważenia prezydenta Bronisława Komorowskiego przez twórcę portalu Antykomor.pl Roberta Frycza, uzasadniając tę decyzję niską społeczną szkodliwością czynu. Zdaniem sądu trzy zdjęcia opublikowane przez oskarżonego miały cechy znieważające prezydenta, ale nie miały tych cech gry dostępne na jego stronie. Sąd podkreślił, że oskarżony żadnej z gier i zdjęć nie stworzył samodzielnie, tylko dostał je na maila, wszystkie zresztą są powszechnie dostępne w internecie.

Przy mnogości tego typu spraw i ich finale nie ma się co dziwić, że rząd zmądrzał i chce wykreślenia z Kodeksu karnego osobnych paragrafów o znieważeniu Prezydenta RP i znieważenia lub poniżenia organu konstytucyjnego. Przestępstwa te po zmianie byłyby traktowane jak znieważenie „zwykłego” funkcjonariusza publicznego. Polski kodeks karny zawiera w tym zakresie przepisy ostrzejsze, niż niedemokratyczna Białoruś. Tam za obrazę prezydenta dostać można maksymalnie dwa lata więzienia, a w Polsce - do 3 lat. Bekną u nas ci, którzy „publicznie znieważają Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 135 par. 2 Kk), na karę grzywny lub ograniczenia wolności do 2 lat liczyć może ten, „kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 226 par. 3 Kk). Jeśli przepisy ulegną zmianie, podstawą do ścigania znieważających prezydenta, premiera, rząd, ministrów i sądy, będzie po prostu art. 226 Kodeksu karnego: „Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Rządowe Centrum Legislacji które zgłosiło projekt zmian, uzasadniało chęć ich przeprowadzenia faktem, że organy demokratyczne państwa podlegają kontroli społecznej, co wiąże się z krytyką ich działań i dlatego oprócz symbolicznego, nie ma szczególnego uzasadnienia dla prawno-karnej ochrony urzędu Prezydenta, czy innych konstytucyjnych organów państwowych.

„Projektowana regulacja w tym zakresie jest niezbędna i konieczna, zwłaszcza z perspektywy współczesnych poglądów na demokrację. Powszechny staje się pogląd, że organy demokratycznego państwa podlegają kontroli społecznej, co immanentnie wiąże się także z możliwością ich krytyki. Granice krytyki w stosunku do tych organów powinny być przy tym zakreślone bardzo szeroko, gdyż właściwie nie można wskazać osoby konkretnie pokrzywdzonej przez nawet najbardziej niesprawiedliwe i pogardliwe wypowiedzi dotyczące ogólnie pojętych organów państwowych” – napisano w uzasadnieniu. Nowelkę opiniowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która uznała, że zmiany idą w dobrym kierunku. Według prawniczki HFPC, Barbary Grabowskiej, dotychczasowa regulacja nie spełnia wymogów płynących z Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Ograniczenia wolności słowa są w tej sytuacji nieproporcjonalne, kara zbyt dotkliwa, a pokrzywdzony ma inne możliwości ochrony własnej godności. Prócz HFPC, zmiany aprobuje też Prokurator Generalny, nie podobają się tylko Kancelarii Prezydenta RP. Uważają tam, że prawnokarna ochrona przed zniewagą konstytucyjnych organów RP jest potrzebna, bo pozytywnie wpływa na jakość debaty publicznej i jest wyrazem szacunku państwa dla własnych instytucji.
Droga Kancelario, marny ten szacunek, który wynika tylko i wyłącznie ze strachu przed karą. Dobrze wiedzą to na Białorusi.
Trwa ładowanie komentarzy...