Tomasz Kalita zakończył walkę. Z chorobą i o prawa chorych.

Zmarł Tomasz Kalita. Lat 37, poseł SLD. Zabrał go rak. Poseł walczył z chorobą i poprzez nią w konkretnej, politycznej sprawie od maja. Czy "przegrał" z rakiem, jak to się zwykle mówi w mainstreamie? Nie. Z tą chorobą się walkę "kończy" - i zawsze jest to honorowe oddanie pola. Dużo o tym wiem. Warto się przyjrzeć temu czego chciał, bo jego wiedza w tym zakresie była praktyczna: sam był chory i zdawał sobie sprawę, co ta choroba może zrobić z człowiekiem - znał też rozwiązanie przynajmniej jednego problemu jej towarzyszącego. Skuteczne i w chwili obecnej w Polsce, nielegalne.

Poseł Kalita chciał legalizacji stosowania marihuany w celach "medycznych", szczególnie w terapiach łagodzących ból. Osobiście zetknęłąm się z jeszcze jednym argumentem, przemawiającym za THC jako substancją czynną, wskazaną w leczeniu nowotworów. Powodem, dla którego chorzy i umierający sięgają po nielegalne w Polsce oleje konopne na bazie marihuany a nie konopii siewnych - godząc się na łamanie prawa, które jest w tym zakresie barbarzyńskie, jest potrzeba stania się na powrót podmiotem, nie przedmiotem.
O co mi chodzi? Wiadomo, że substancja jaką jest THC, zmienia stan świadomości człowieka - na lepszy, dlatego bywa nadużywana i przez to jest nielegalna. Od kilku lat, z boku śledzę historię pewnej dziewczyny - młodszej od posła ale o dłuższym "stażu" choroby, która jest wciąż żyjącą tkanką nowotworową, co wiąże się z permamentnym bólem, na który lekarstwa już nie ma. Dziewczyna ta ściągała oleje z zagranicy - łamiąc prawo, bo terapię olejami ŁĄCZYŁA z terapią morfiną i innymi konwencjonalnymi środkami. Nie chodziło o ból i jego zniesienie, bo tego w jej przypadku nie tłumią żadne wlewy z morfiny. Chodziło o... świadomość, którą po prostu odzyskiwała, przez przyjmowanie olejów. Kiedy spoza warstwy bólu dochodziło do niej, że nadal jednak istnieje, trwa jako człowiek. Że jest nie tylko tętniącym bólem, posiada nie tylko chorą tkankę rozrywaną przez cierpienie, ale także świadomość. Która nareszcie pozwala jej rejestrować, że ma też córeczkę, męża i wspierających ją przyjaciół. A jak jest po zastosowaniu jednocześnie morfiny, olejów i boli ją ciągle ale jakby mniej, to jest w stanie przeczytać książkę, obejrzeć film, a nawet wspominać przeszłe dobre wydarzenia.
Pozostawiam to, co napisałam bez komentarza - w tym punkcie tekstu, bo jeżeli człowiek ma minimum empatii - co świadczy o człowieczeństwie, to wczuje się w tę narrację i wyciągnie odpowiednie wnioski.
Poseł Kalita dużo zrobił dla legalizacji konopi indyjskich i nagłośnienia problemu. Najważniejsze sprawy wykrzyczał swoją aktywnością, walcząc o zmiany w prawie, czyniące marihuanę po prostu lekiem. Każdy chyba zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to "lek na całe zło". Ale odmawianie ludziom terminalnie chorym dostępu do substancji polepszających ich stan ogólny, a w dalszej perspektywnie - odmawianie im możliwości szukania alternatywnej terapii i skazywanie ich na życie w ciągłym bólu - to moim zdaniem barbarzyństwo i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej.
"Władza" konsultując różnego rodzaju projekty dotyczące leczenia bólu w Polsce, na etapie legislacyjnym wdrażania tychże rozwiązań, powinna przeprowadzać konsultacje społeczne: w stu procentach na oddziałach paliatywnych i w hospicjach. Bo człowiek się lubi mądrzyć i podawać niezwykle trafne moralnie - w Polsce także religijne argumenty, kiedy sam jest zdrowy i problem go nie dotyczy. A potem stanowi prawo, którego skutki niestety - mogą dopaść także jego i jego bliskich. Immunitet poselski przed śmiercią i chorobą niestety nie broni.
Szkoda, że poseł Kalita odszedł. 37 lat to nie jest odpowiedni wiek, jeszcze wiele dobrego mógł zrobić i przeżyć, bo wydał mi się osobą świadomą, których w polskim parlamencie jest mało, choć to opinia, do tego moja: w systemie jestem pariasem. Ważne, żeby przyjrzeć się temu, o czym mówił - zwłaszcza w ostatnich miesiącach życia. Nasza "władza" mogłaby też - mimo braku realnej "potrzeby" (nie toczy się obecnie kampania wyborcza) przejechać się choćby na oddziały onkologiczne i posłuchać, czego najbardziej potrzebują ich pacjenci, zwłaszcza objęci opieką paliatywną. Pomogłoby im to stanowić lepsze prawo. Prawdopodobnie nie tylko w kwestiach medycznych.
Trwa ładowanie komentarzy...