Likwidacja gimnazjum. Za mało.

Prezydent podpisał ustawy, pozwalające zlikwidować gimnazja w Polsce. Nie mogę nie przyklasnąć tej decyzji. Niestety, to za mało, by uzdrowić system edukacyjny w Polsce.

Nie znam nikogo, komu podobałby się system oświaty skrojony dawno temu na modłę francuską, obowiązujący obecnie w Polsce. A rozmawiałam o tym wielokrotnie z rodzicami dzieci, nauczycielami - ale i ze znajomymi, których system "gimnazjum" dotknął i bywało, czasem złamał. Śmieszy mnie tłumaczenie powodów niezadowolenia z obecnego modelu edukacji w Polsce. Obowiązuje u nas system, w którym dzieci w sposób sztuczny wyrywa się z grupy rówieśniczej wprowadzając chaos, gdy powinny mieć święty spokój, bo dojrzewają i mają prywatną wojnę w głowie. Gimnazja, przewracają im w tejże skutecznie, szczególnie dziewczynkom, które zaczynają wierzyć, że są dorosłe i samostanowiące o sobie, zwłaszcza w sferze seksualnej, bo przeszły gdzieś "wyżej" i są już w tym nieszczęsnym gimnazjum, a nie podstawówce.


Kto może bronić obecnego rozwiązania? Rozwiązania, w którym jeszcze niezżyte ze sobą dzieci wyrywa się w najgorszym dla ich psychiki momencie z dobrze im znanego środowiska i buduje się sztuczny podział między nimi, odbierając poczucie bezpieczeństwa? Kiedy hiperambitni rodzice z wybitnym ego wywożą swoje pociechy do "lepszych" gimnazjów, które i tak realizują dokładnie ten sam program co i inne, ale mają "dobrą opinię"? Komu podobać się może system, w którym każe się szóstoklasistom zdawać idiotyczne egzaminy które nic nie znaczą, prócz tego, że obnażają głupotę tych, którzy je wymyślili i oczywiście stresują niepotrzebnie dzieci? Odpowiedż jest jedna, bronić tego rozwiązania będą tylko ci, którzy na nim zarabiają, zatem wyłącznie nauczyciele.

Czy to wszystko, co pogrąża obecny system edukacyjny? Nie. Gwoździami do trumny są system promocji - ze źle skonstruowanymi egzaminami i maturą "kluczową" na czele, a przede wszystkim - koszmarny, przestarzały program nauczania, który w obecnych czasach - gdy rozkwita technologia, a człowiek ma szeroki dostęp do informacji - nie może się sprawdzić i nie sprawdza się.

Nauczyciele zresztą też nie mają "dobrej, wdzięcznej pracy". Nie jest już tak, jak dawniej, gdy 70 procent czasu belfer pędzał na nauczaniu, a 35 procent jego pracy to była papierologia stosowana. Dziś te proporcje... uległy odwróceniu.

Co więc zrobić, by system edukacji działał bez zarzutu - czyli wyłapywał i rozwijał geniuszów w różnych dziedzinach? Wydaje się, że postawić należy na technologię, naukę przez doświadczenie, wymagać więcej w zakresie przedmiotów ścisłych i w zakresie dziedzin, wiążących się z "dorosłym życiem"... etyką, przedsiębiorczością, społeczeństwem obywatelskim... biorąc pod uwagę "impas" w jakim znalazło się szkolnictwo zawodowe i brak rzemieślników na rynku pracy, za zasadne należałoby uznać wprowadzenie starego dobrego przedmiotu pn. "zajęcia praktyczno-techniczne", ale w nowej formie... Dobrze byłoby też wrócić - dla dobra księży, szkoły i uczniów - do świeckiej formy w świeckiej, państwowej szkole i wyprowadzić religię ze szkół do salek katechetycznych, zamiast tego wprowadzając uniwersalną w przekazie etykę i blokowe zajęcia z zakresu społeczeństwa obywatelskiego o którym napomknęłam... o WDŻ-cie trudno i głupio mi wspominać, podobnie ma się rzecz z tzw. zajęciami wychowania fizycznego, które także mogłyby wyglądać inaczej. Jakby moja wizja się ziściła, to trzeba byłoby zatrudnić więcej nauczycieli, bo dzieci byłyby oddelegowywane na zajęcia zgodne z ich zainteresowaniami, fakultatywne. A duże szkoły miałyby wypełnione wszystkie klasy, co nie jest i nie będzie takie oczywiste, w obecnej szkole, borykającej się z problemem niżu demograficznego.

Ale ten rząd - ani żaden inny, raczej nie wpadnie na takie rozwiązanie. Wymagałoby ono przekształcenia nie tylko całego systemu oświaty, ale i pisania nowych programów, doposażania szkół i zmiany modelu nauczania na wszystkich uniwersytetach i w szkołach pedagogicznych. Słowem - byłoby z tym za dużo roboty. Na co ani świadomość rządzących, ani wykonujących zawód nauczyciela nie są w Polsce jeszcze gotowe i raczej przez długi czas, nie będą. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę światopogląd osób odpowiedzialnych za obecny "przewrót" w oświacie - powrót do starego systemu wiązał się będzie nie tylko z likwidacją gimnazjów, ale i z pisaniem programów nauczania spod znaku wyłącznie naiwnego patriotyzmu starego typu i religii katolickiej, bo taki światopogląd wyznaje obecna władza państwowa, wprowadzająca swoje dobre zmiany. Trochę żal i szkoda... bynajmniej nie instytucji gimnazjów. Ich likwidacja w konfrontacji z wszystkimi problemami z jakimi boryka się polska oświata, to jedynie kosmetyka.
Trwa ładowanie komentarzy...