O autorze
Rocznik 1983, filolog, prawnik in spe. Jak się poirytuję, bywam publicystą.

Państwo polskie nareszcie jak Antygona

Mam trzydzieści lat, stanu wojennego nie pamiętam: urodziłam się w tydzień po jego zniesieniu. Żywy obraz tamtych wydarzeń znam z zapisków mojego ojca, który wtedy pracował w Katowicach. Zachowały się kartki na cukier i benzynę, delegacje, i osobiste zapiski. Dziś czuję głęboki niesmak

A może bardziej obrazowo i bliżej prawdy, chce mi się rzygać, jak patrzę na ten uroczy happening, jaki zorganizowała banda zgorzkniałych, niepogodzonych ludzi, mających czas, być może żal a na pewno potrzebę, żeby ich ktoś zauważył. Co prawda nie zgadzałam się z tymi najściami na dom schorowanego Jaruzelskiego, paleniem zniczy i protestami, ale były one w miarę zrozumiałe, wytłumaczalne: pokrzywdzeni chcieli dokuczyć temu, kogo uważali za winnego swojemu nieszczęściu. Dziś nazywa się takie działania stalkingiem. To podobno karalne, choć chyba jeszcze nikt za to w więzieniu nie siedzi.
Ale tego, co robią, gdy bezpośrednio zainteresowany już raczej nie jest zainteresowany, nie pojmuję i długo jeszcze nie pojmę moim małym, odbierającym wszystko inaczej, rozumkiem. Jak wytłumaczyć młodziutkiemu wnuczkowi generała to, że nie może spokojnie opłakać i pochować dziadka?
Poseł Żalek nazywa podłością to, że pochowano człowieka na Powązkach. Niech pójdzie i powie to w oczy jego rodzinie, nie elektoratowi na blogu, bo elektorat ten w tej sytuacji znaczy najmniej. Generała już nie ma, za to jego rodzina – niczemu niewinna, musi znosić ataki frustratów, dla których to jedyna szansa, żeby pokazać światu, że istnieją.
Rozumiem potrzebę polemiki. Rozumiem chęć wyrażenia własnego zdania. Rozumiem demokrację i ustawę o zgromadzeniach, wolność słowa. Ale zakłócanie pogrzebu „w imię wyższych racji” to jest coś, czego nie robili nawet w epoce brązu i żelaza. Dawno nie widziałam czegoś tak niesmacznego i zaburzającego moją wiarę w Polaków, jak to, co zobaczyłam dziś. Jednak miałam rację, gdy na egzaminie maturalnym „Polak” napisałam małą literą. Ta czwórka z polskiego jest niesłuszna: przyjąć powinniśmy, że pisałam o ludziach pokroju tych, którzy gwizdali dzisiaj na Powązkach.
Osobna sprawa, to państwo polskie: z zadowoleniem stwierdzam, że w ponurej rzeczywistości współczesnej Polski stanęło na chwilę po stronie Antygony, nie Kreona. Nie jest to częsta okoliczność i dlatego tym bardziej doceniam decyzje przez aparat państwowy podejmowane z empatią i zacięciem w stronę człowieka, a nie historii.
Trwa ładowanie komentarzy...